Śluńsko kuchnia

Będąc w opiece spotykamy się ze śląską kuchnią. Szczególnie jak jedziemy w regiony Niemiec, gdzie się masowo osiedlali polscy górnicy, którzy emigrowali z kraju. Dziwnym sposobem modna jest tam modro kapusta i rolady, czyli ślunski obiod: rulady, modro kapusta i kluski śluńskie. Jakoś Niemcy opanowali nasze rzeczy, ale tego nie wiem na pewno. W każdym bądź razie kiedy taki obiad zrobiłam, będąc opiekunką to był pełen sukces i podopieczna wcinała jak nie wiem. Normalnie potem jej syn kazał mi na kartce napisać, jak ja to wszystko robię i następnym razem gotowaliśmy oboje i była fajna z tym zabawa. Czyli jak zwykle: przez żołądek do serca.

Szybka jazda

Wychodzi na to, że chcemy już jechać do domu, a tu dzwoni firma i prosi o pomoc. Trzeba kogoś zastąpić na Stelli na jakiś dodatkowy tydzień. No to się jedzie i pomagamy, bo ktoś zachorował lub coś się stało. Taka opieka, to praktycznie niezła jazda. Chcesz człowieku jechać do domku, a tutaj umowa się przedłuża i jedziesz w nowe miejsce, którego nawet nie znasz. No ale co zrobić? Tydzień więcej, tydzień mniej i ciągle na walizie. Z jednej strony chociaż trochę można pozwiedzać, ale z drugiej chce nam się jechać do domu i nie możemy. Ale są z tego korzyści w formie materialnej i może z tego powodu lecimy i robimy.

Szkoda, że…

No, szkooooda. Dzień Kobiet niestety przeminął i zostajemy my kobiety z ręką nie powiem gdzie. W Niemczech przy opiece to i tak jest dzień pracowniczy i nie ma żadnych kwiatów, czy prezentów. Tak dobrze, że możemy porozumieć się z naszym chłopem i to się nazywa Dzień Kobiet. A w sumie jak już przyjeżdżamy do domu, to i tak mamy na następny dzień podstawowe pytanie: kochanie, co na obiad? Czyli nie wracamy. Pozostajemy nadal w opiece o chłopa, tylko nikt nam nie płaci. Czesio Niemen miał rację: Dziwny jest ten świat…. Lepiej nie kończyć tego, bo wiadomo o co chodzi. Młodzi zapewne nie będą tego pamiętać, ale my staroty……nie powiem.

Wiosenka jest

Wiosna nadchodzi i mamy jakieś życzenia. Chcemy się zakochać, pogrzebać w ogródku, ugotować coś fajnego dla męża lub partnera, albo pobiegać w parku z pieskiem. Jednym słowem chcemy się opiekować wszystkim i wszystkimi. Nieważne czym się posłużymy, ważne jest to, jaki efekt osiągniemy. A wiosna w tym roku jest trochę przewrotna i jeżeli ktoś chce się wybrać w plener, to musi zaopatrzyć się w parasol. Szkoda, bo zazwyczaj kojarzymy ją z kwitnącymi kwiatkami w ogródkach i parkach oraz ze spotkaniami z naszymi znajomymi, czy przyjaciółmi. Ja mam osobiście nadzieję, że pogoda się zmieni i będzie można poszaleć…

Dom i praca

Normalne jest, że się pracuje i staramy się wszystko w opiece jakoś wykonywać jak najlepiej. Niestety nie zawsze to wychodzi, choć się staramy. Pilnujemy, jako kobiety stan w domu, walczymy o podopiecznego i i jesteśmy zamotani w to wszystko. Trochę ciężko wtedy zachować się naturalnie, jeśli ktoś nas traktuje jak konieczne zło. Czasami dziwię się, że ludzie nas, czyli opiekunów patrzą na nas „maszynowo”. Maszyna ma wykonać swoje, albo Murzyn ma wykonać swoje, Murzyn może odejść. To takie trochę niesprawiedliwe. Staramy się, ale myśląc, że swoją pracę wykonujemy, jak możemy najlepiej, to niestety nie spotykamy się z myślą, że ktoś nas doceni. A gdzie rodzina?

Ptaszki i inne

Powoli zaczyna się wiosna i świergot ptaków rano pozwala nam pozytywnie wstać. Jak mówi piosenka: ” Jak dobrze wstać, skoro świt…”, o ile ktoś to pamięta, albo w ogóle zna… Młodzi nie będą tego chyba wiedzieć, ale my z pokolenia „X-sów ” pamiętamy. Dlatego też umiemy bardziej zrozumieć podopiecznych, ponieważ poniekąd patrzymy z perspektywy naszych czasów i chyba łatwiej nam coś zdziałać pod względem opieki. Jako opiekunka sama patrzę na rodziców, którzy są wiekowi już i obserwuję ich zachowania. Tylko tak sobie myślę, że bardziej jednak ufają obcym niż rodzinie. Niestety nie mogą tacy chorzy wyfrunąć już z domu…

Sonda PEG w opiece w Niemczech

Zapewne nie każda z opiekunek w Niemczech miała do czynienia z sondą PEG? Ja muszę przyznać, że do tej pory też nie miałem, ale zawsze jest ten pierwszy raz. Po pierwsze zadałem sobie pytanie, czy mogę to robić? Przecież wiele czynności dotyczących opieki nad ludźmi starszymi może tylko wykonywać Pflegedienst. Odpowiedź nie jest aż tak oczywista jak nam się wydaje i z moich doświadczeń pewne czynności związane z PEG mogą być wykonywane przez opiekunkę czy opiekuna z Polski. Chodzi tutaj o podawanie płynnego pożywienia oraz wody. Bezwzględnie jest natomiast zabronione zmienianie opatrunków, wymiana sondy, a także podawanie leków przez sondę. Te czynności wykonuje Pflegedienst i nie dajcie się namówić na wykonywanie czegoś takiego. Wniosek jest taki, można, ale w ograniczonym stopniu. Najlepiej rzecz jasna omówić rzecz z rodzinę, z firmą i z niemieckim Pflegedienst, można się też przecież zapytać lekarza domowego w Niemczech.

Na starych śmieciach w opiece

Czasami na Stelli czuję się jak na starych śmieciach. To powiedzenie idealnie pasuje wówczas jeżeli ponownie gdzieś jadę do opieki. Zdarza się to dość często, że jestem na starych śmieciach, ponieważ nie lubię za często zmieniać miejsca pobytu. Jadąc już któryś raz do opieki lepiej się czuję, wiem co mnie może spotkać i z kim mam do czynienia. Uważam, że nie warto za dużo eksperymentować i szukać czegoś nowego. Warto się dostosować do danej sytuacji i za dużo nie wychylać. Zresztą trzeba załatwiać wszystkie sprawy z rodziną i z podopiecznym. Tak naprawdę to firma w Polsce potrzebna mi jest do tego, abym miał zapłacone ubezpieczenie i podatki. Wszyscy są zadowoleni i wszystko gra i buczy. Ja mam święty spokój, a to jest najważniejsze, mam też kasę, co również odgrywa niebagatelną rolę. Rodzina ma opiekuna, także spokój, senior ma opiekę, też jest ok, a firma w której pracuje ma też swoją dolę. Co tutaj zmieniać, chyba nic, układ jest idealny.

Jak często zmieniać Stellę

Trudno jest udzielić sensownej odpowiedzi jak często zmieniać Stellę w opiece. Ja nie zmieniam często, tylko wówczas, jeżeli jestem do tego zmuszony. Czasami mój pobyt trwa kilka miesięcy czasami kilka lat, oczywiście z przerwami na pobyt w Polsce. Ma to swoje dobre strony. Poznaję dobrze podopiecznego i wiem na czym stoję. Nie muszę się martwić niczym i za każdym razem trafiam na podobne warunki. Lubię wiedzieć na czym stoję, nie lubię dużych zmian w pracy. To jest mój punkt widzenia. Rzecz jasna każdy może mieć swój własny i robić jak uważa. Spotkałem się rzecz jasna z różnymi opiekunami i opiekunkami, którzy różnie robią, niektórzy tylko raz jadą i więcej nie wracają. Ja lubię pobyć trochę dłużej, poznać lepiej podopiecznych i być z nimi do samego końca. A Wy jak robicie, jak uważacie, jak jest lepiej?

Lądowisko w pracy

Chcielibyśmy sobie dojechać do podopiecznego inaczej. Czasami się nam marzy helikopter od domu do domu, a nie tylko busik. Było by szybciej, tylko lądowiska brak. Możemy sobie tylko zamontować śmigiełko latem na czapeczce no i mamy wtedy helikopter, tylko w malutkiej wersji. Pośmiać się czasem warto i nawet trzeba, lecz jadąc do pracy zawsze jesteśmy pod wpływem adrenaliny i dopiero na miejscu schodzi z nas powietrze i mamy ten 1 dzień na odpoczynek po podróży. Potem lądujemy jako opiekuni w pracy i kółko się dzień w dzień kręci. Wychodzi na to, że mamy „wiertalota” cały czas. Nie trzeba helikoptera, by mieć „kręciołę” na co dzień i kręcić się w pracy…