Dejcie se luza…

Czasami to mnie „Szlagowski” trafia i nie ma to tamto, by człowiek się nie wkurzył. Różnica polega na tym, by nie zwariować opiekując się kimś. Ja akurat mam przygłuchawego”Aniołka” do pilnowania, Chwała Bogu, że jeszcze koło siebie robi. Nie znoszę tylko, jak słyszę, jak „męczy kota”w „łazienkowie”, bo stęka robiąc wiadomo co…. No normalnie żal mi go, ale jednocześnie jestem wściekła, że nie mogę nic zrobić. No i fajnie, ale nerwy jednak robią swoje, a teraz to się nazywa, że masz stres albo, że żyjesz pod stresem. Trzecia prowda, czyli gó………o prowda. Bo są 3 prowdy: tyż prowda, cało prowda i ta trzecia…

I jak tu kuźwa coś zrobić??? No doć se luza, co by nie zworiować!

Partner w pracy

Jak dogadać się z partnerem w pracy? Czasami jest to paranoiczne, lecz trzymanie przysłowiowej „sztamy” odgrywa wielką rolę. Zaufanie i wyczucie także.

Ja tam nie mam wielkich problemów, bo wychodzę z założenia, że baba z facetami lepiej się dogada niż baba z babą. Babiniec to katorga, ponieważ jak się baba obrazi, to przechlapane na tydzień. Z facetem jest inaczej. Można jednego dnia ku…..rami rzucać, a następnego wódkę pić i jest OK. Jestem po sprawdzeniu tego i wiem swoje. Nie raz się kłóciło z partnerem w robocie, a potem trzeba było wylać za przysłowiowy „kołnierz”.

Kiedyś miałam przypadek, że kumpel z pracy mi pomógł. Na drugi dzień dostałam stare wino w prezencie. I co zrobiłam? Dałam w prezencie kumplowi, chociaż żal mi było, ale najfajniejsze, że on miał dla mnie szacunek i obaliliśmy flaszkę razem. No tego to się nie spodziewałam, ale wiedziałam, że kumpel to kumpel i to jaki! Z takimi tylko konie kraść!

I tak to jest z chłopem

Robię z moim chłopem w Niemczech, jako opiekunka, a on jako opiekun. Kurczę, tylko ciągle się kłócimy. Ten ma swoje zdanie, a ja swoje.  Czasami mam ochotę walnąć, albo potrząsnąć jak drzewkiem na działce. Dzisiaj dzieciaki krzyczały mi przed oknem i słyszę:

” Leć po batoniki, trzeba zrobić jakieś zakupy”

A ja na to do chłopa:”Myśmy już zrobili, nie?”

A chłop jak zaklęty, patrzy na mnie i nic. Pogięło facia , czy co?

Powiem jedno: nigdy nie jedźcie razem z chłopem na Stellę. Faceci wpadają w panikę (jak w domu) i jest niezły galimatias. Co by nie było, jest porąbane. no nie?

Praca opiekunki w ogródku

Wiadomo, że często trzeba pomagać w ogródku u podopiecznych, bo na stare lata często nawet nie mogą się pochylić. Różnie to bywa, bo nigdy nie wiadomo, jak się los potoczy i co z człowiekiem się może stać. To smutne widzieć bezradność starszych ludzi i sposób walki, by jeszcze być samodzielnym. Czasami widzę osoby, które zawsze radziły sobie dobrze aż nagle np. chodzą o  kuli lub o lasce i praktycznie sami nie wiedzą, co ze sobą zrobić.  Ale praca w ogrodzie to już inna bajka, chociaż można pić kawę i jednocześnie dziobać w ziemi. Czy to pielić, czy podlać, zawsze coś. Łyk kawki i na oczach podopiecznego pracować jednocześnie z nim prowadzić konwersację. Też fajnie właśnie wtedy pożartować, bo perz nie chce wyjść z ziemi, albo kwiatka nie ma gdzie poflancować. Życzę powodzenia w ogródkomanii.