Głupota ludzka

Są ludzie, którzy swoją głupotą normalnie zadziwiają. Naprawdę, jak Bozię kocham. No bo jak można kupować w sklepie jogurt, jak naprawdę chciało się kupić twarożek, albo wrzuca się plastikowe butelki do kontenera na szkło, lub się sprząta na Stelli, choć już zmienniczka-opiekunka już pięknie wyświeciła cały dom, czy tam mieszkanie?

To jest chyba temat, nad którym trzeba pomyśleć i głęboko się zastanowić, o co w tym wszystkim chodzi, no nie? Przecież ludzie często tak się zachowują i myślą, że robią dobrze. Kwestia obserwacji i pomocy z naszej strony chyba będzie dobra, bo coś tam można doradzić lub na miejscu pomóc. Ja tak sobie rozważam, ale dalej mnie to zadziwia…

Kręci mnie…

No właśnie, kręciła mnie opieka w Niemczech. Przeżyłam różne przygody i jakoś się chyba udało. Np. moja zmienniczka nie umiała za dobrze mówić po niemiecku (chociaż ja i tak poliglotką nie jestem), ale radziła sobie bardzo dla mnie śmiesznie, no bo iść po pieczonego kurczaka i poprosić o „Koko” to już naprawdę dla mnie bardzo zabawne. Są jednak opiekunki, które nie znają języka, a jednak desperacko pchają się na Stellę.

Raz nawet nieumiejącej tłumaczyłam, co ma robić na miejscu, bo akurat była przerwa w podróży busem i praktycznie dostałabym pracę od ręki, bo syn podopiecznego mi to zaproponował. Niestety nie mogłam, już jechałam w inne miejsce, ale to było fajne no i nie mogłam wpakować się na miejsce koleżanki….

Leki na Stelli

Podawanie lekarstw, jako opiekunowi, to niestety nie specjalnie dobry pomysł, bo może się to czasami nieciekawie skończyć. Leki musi zawsze podać ktoś z Pflegedienst lub powinny być poszykowane przez nich i za zezwoleniem firmy, którzy je szykują lub wsólnie poszykowane, albo odbierane też od pielęgniarek w formie zalakowanych tabletek w folii i tylko podać. Ja się zetknęłam z tą ostatnią formą podawania i tylko do obiadu. Resztę podawali pielęgniarze rano i wieczorem. Na początku trochę się bałam, ale wiadomo, apteka przygotowała tzw. „gotowce”, czyli taką taśmę zapakowanych już leków i było dla mnie to świetnym rozwiązaniem, a nie siedzenie z pielęgniarką raz w tygodniu i pilnowanie we dwójkę, czy mamy wszystko posegregowane.

Patriotyzm w Niemczech

A i w PL-u się zdarza, że musimy walczyć o naszą wolność i niezależność.

W końcu to ja jestem ta Wanda, co nie chciała Niemca, a miałam ich trzech. Każdy był specyficzny, ale każdy wniósł do mojego życia coś ciekawego i do dzisiaj mogę z nimi iść na kawę i sobie pogadać, czy to po polsku, czy po niemiecku, albo makaronizmem. Żeby było śmieszniej, to każdy z każdym się spotkał (jak pech, to pech). Polubiłam tych facetów i wcale nie mam problemów z porozumiewaniem się nawet za granicą, bo człowiek jest zawsze swoistym człowiekiem o własnej osobowości….i tak chyba zostanie… Tylko jako opiekun także potrzeba być patriotą.

AAAAAAAAAAAAAAAA tak sobie

Aaaa tak mi się chciało cokolwiek dodać od siebie, bo akurat mam brukselkę na obiad i jakąś padlinkę, typu mięśko. Kurczę, macie jakiś inny sposób na jedzę?Ale taką normalną, a nie sztuczniznę w puszkach, czy słoikach? Przecież można od tego na łeb dostać w tym Reichu!

No kurczę, zawsze jest problemem ugotowanie dla osoby chorej dobrego obiadu i szczególnie, gdy potrzebują odpowiedniej diety, ale ściągawki od  Pflegedienst oczywiście nikt nie dostanie i trzeba kombinować.

I jak to mówią, ni ma letko. Masakra, ale kombinować to każdy Polak potrafi. Szczególnie kobiety, które próbują nakarmić swoje dzieci. No i powiedźcie Ludki kochane, czy nie mam racji?

Dejcie se luza…

Czasami to mnie „Szlagowski” trafia i nie ma to tamto, by człowiek się nie wkurzył. Różnica polega na tym, by nie zwariować opiekując się kimś. Ja akurat mam przygłuchawego”Aniołka” do pilnowania, Chwała Bogu, że jeszcze koło siebie robi. Nie znoszę tylko, jak słyszę, jak „męczy kota”w „łazienkowie”, bo stęka robiąc wiadomo co…. No normalnie żal mi go, ale jednocześnie jestem wściekła, że nie mogę nic zrobić. No i fajnie, ale nerwy jednak robią swoje, a teraz to się nazywa, że masz stres albo, że żyjesz pod stresem. Trzecia prowda, czyli gó………o prowda. Bo są 3 prowdy: tyż prowda, cało prowda i ta trzecia…

I jak tu kuźwa coś zrobić??? No doć se luza, co by nie zworiować!

Partner w pracy

Jak dogadać się z partnerem w pracy? Czasami jest to paranoiczne, lecz trzymanie przysłowiowej „sztamy” odgrywa wielką rolę. Zaufanie i wyczucie także.

Ja tam nie mam wielkich problemów, bo wychodzę z założenia, że baba z facetami lepiej się dogada niż baba z babą. Babiniec to katorga, ponieważ jak się baba obrazi, to przechlapane na tydzień. Z facetem jest inaczej. Można jednego dnia ku…..rami rzucać, a następnego wódkę pić i jest OK. Jestem po sprawdzeniu tego i wiem swoje. Nie raz się kłóciło z partnerem w robocie, a potem trzeba było wylać za przysłowiowy „kołnierz”.

Kiedyś miałam przypadek, że kumpel z pracy mi pomógł. Na drugi dzień dostałam stare wino w prezencie. I co zrobiłam? Dałam w prezencie kumplowi, chociaż żal mi było, ale najfajniejsze, że on miał dla mnie szacunek i obaliliśmy flaszkę razem. No tego to się nie spodziewałam, ale wiedziałam, że kumpel to kumpel i to jaki! Z takimi tylko konie kraść!

I tak to jest z chłopem

Robię z moim chłopem w Niemczech, jako opiekunka, a on jako opiekun. Kurczę, tylko ciągle się kłócimy. Ten ma swoje zdanie, a ja swoje.  Czasami mam ochotę walnąć, albo potrząsnąć jak drzewkiem na działce. Dzisiaj dzieciaki krzyczały mi przed oknem i słyszę:

” Leć po batoniki, trzeba zrobić jakieś zakupy”

A ja na to do chłopa:”Myśmy już zrobili, nie?”

A chłop jak zaklęty, patrzy na mnie i nic. Pogięło facia , czy co?

Powiem jedno: nigdy nie jedźcie razem z chłopem na Stellę. Faceci wpadają w panikę (jak w domu) i jest niezły galimatias. Co by nie było, jest porąbane. no nie?

Praca opiekunki w ogródku

Wiadomo, że często trzeba pomagać w ogródku u podopiecznych, bo na stare lata często nawet nie mogą się pochylić. Różnie to bywa, bo nigdy nie wiadomo, jak się los potoczy i co z człowiekiem się może stać. To smutne widzieć bezradność starszych ludzi i sposób walki, by jeszcze być samodzielnym. Czasami widzę osoby, które zawsze radziły sobie dobrze aż nagle np. chodzą o  kuli lub o lasce i praktycznie sami nie wiedzą, co ze sobą zrobić.  Ale praca w ogrodzie to już inna bajka, chociaż można pić kawę i jednocześnie dziobać w ziemi. Czy to pielić, czy podlać, zawsze coś. Łyk kawki i na oczach podopiecznego pracować jednocześnie z nim prowadzić konwersację. Też fajnie właśnie wtedy pożartować, bo perz nie chce wyjść z ziemi, albo kwiatka nie ma gdzie poflancować. Życzę powodzenia w ogródkomanii.

Podawanie tabletek w opiece

Zastanawiacie się zapewne to jest z podawaniem tabletek w opiece w Niemczech? Z mojego wieloletniego doświadczenia wynika jedna rzecz. Nie wolno opiekunowi szykować tabletek. Tym zajmuje się bezwzględnie Pflegedienst, nie wykonuje tego opiekunka czy opiekun. Oczywiście może to wykonywać senior, ale na pewno nie opiekunka czy opiekun. Warto wiedzieć o tym, aby nie narazić się na jakieś konsekwencje prawne. Z mojego doświadczenia wiem, że czasami błędy się zdarzają i lepiej nie być odpowiedzialnym za nie. Co do podawaniu leków to lepiej tego też nie robić. Od początku zaznaczyć, że te czynności powinien wykonywać Pflegedienst. Oczywiście znając życie zdarzają się różne naciski rodziny, ale pamiętajcie, w razie pomyłki to Wy jesteście za to odpowiedzialni! Tutaj gdzie jestem obecnie za tabletki w całości jest odpowiedzialny Pflegedienst, również za podanie i taka sytuacja jest najbardziej komfortowa.